Piątek,  16 listopada 2018, Imieniny: Edmunda, Marii, Marka
   Strona główna       Samorząd       Osięciny       Kultura i Sport       Edukacja       RODO       Przetargi       Umowy    

Stanisław Górecki



OSIĘCINY 1944/45







Warszawa, 2007
Na prawach rękopisu

 


Ossenholz, Kreis Hermannsbad – życie powszednie w 1944 r.

W czwartym roku okupacji Osięcinom zmieniono nazwę. Zniemczoną formę Osienciny Kreis (powiat) Nessau (Nieszawa) zastąpiła bardziej z niemiecka brzmiąca: Ossenholz. Zmieniono też powiat na Hermannsbad (Ciechocinek), w dodatku z siedzibą w Weichselstadt (Aleksandrów Kujawski). Większe miasta w okolicy od dawna nosiły już niemieckie nazwy. Najbliższy Włocławek nazywał się Leslau i zawsze figurował w pocztowym adresie Osięcin – wszystkie listy adresowało się Ossenholz über Leslau. Bydgoszcz nosiła nazwę Bromberg, Inowrocław – Hohensalza, Łódź – Litzmannstadt, a pobliskie Gniewkowo – Argenau. Od 16 maja 1943 r. razem z Ossenholz pojawiły się m.in. Radichau (Radziejów), Petrikau (Piotrków), Lutdbrandau (Lubraniec), Brest Kuiawien (Brześć Kujawski), Damben (Dąbie), Borschendorf (Borucin), Platenfeld (Płowce), Wikingen (Kruszwica), Warthbrücken (Koło) i Thorn (Toruń). Na zimę 1943/44 i cały 1944 r. warsztat malarski Góreckiego otrzymał z gminy duże zlecenie na wymianę napisów na wszystkich drogowskazach w okolicy.

Również w czwartym roku okupacji wprowadzono szkołę dla dzieci polskich. Ustanowienie języka niemieckiego jako powszechnie obowiązującego zmusiło Niemców do nauczania chociażby jego podstaw. Któregoś wiosennego dnia 1943 r. żandarmi odwiedzili wszystkie polskie domy, w których były dzieci w wieku powyżej 10 lat i nakazali skierowanie ich do szkoły. Na szkolę wyznaczono duże pomieszczenie w budynku dawnej karczmy Kuligowskiego. Nauczycielką była panna Lotte Hargesheimer z Latkowa, jednocześnie drużynowa miejscowego BDM (Bund Deutschen Mädel = Związek Dziewcząt Niemieckich). Zajęcia trwały dwie godziny dziennie. Dzieci starsze, w wieku 12-13 lat, rozpoczynały zajęcia o godzinie 800, młodsze (10-11 lat) o 1000. Dzieci czternastoletnie musiały już pracować. W okresie wiosennym uczniowie chodzili ze śpiewem zbierać zioła; mimo formalnych zakazów śpiewano po polsku, najczęściej „Zielony mosteczek", a także inne piosenki. Latem dzieci pracowały w miejscowym majątku. Praca ta, określana jako „zbieranie kauczuku", polegała w samej rzeczy na zbieraniu nasion rośliny podobnej do mlecza-dmuchawca, której korzenia używali Niemcy przy produkcji syntetycznej gumy. Praca w sumie nie była ponad siły, jednak ze względu na pochyloną postawę i długi czas – do zachodu słońca – bywała dla niektórych dzieci prawdziwą katorgą.
W 1944 r. w Osięcinach nie było już Żydów: „rozwiązania problemu żydowskiego" dokonali Niemcy dwa lata wcześniej. Po długim okresie szykan i rabunków, 16 kwietnia 1942 r. wszystkich Żydów spędzono na przykościelny cmentarz, nie bez ekscesów bicia i katowania, po czym wywieziono ich w nieznanym kierunku. Po latach okazało się, że zostali oni zamordowani w obozie w Chełmnie nad Nerem 22 kwietnia 1942 r. Mieszkania po nich przejęli Polacy, mienie ruchome przeważnie Niemcy. Jednak kolejne wysiedlenia eliminowały z miasteczka także element polski. Pozostawali przeważnie rzemieślnicy i robotnicy, których usługi były niezbędne dla miejscowej administracji i ludności niemieckiej. Ostatnie wysiedlenia w kwietniu 1944 r. miały na celu już chyba tylko „zrobienie miejsca" dla Niemców z Besarabii i Wołynia, którzy coraz liczniej napływali ze wschodu w swej ucieczce przed Armia Czerwoną.
Rok 1944 był już piątym rokiem okupacji, a od września rozpoczął się rok szósty. Skwery w Osięcinach, usypane przymusowo przez Żydów w 1940 r. z ziemi dowiezionej ze zniszczonego pamiątkowego kopca pod Płowcami, zieleniły się już całkiem efektownie. Rozkwitały też niedawno posadzone drzewka przy ulicach i krzewy na skwerach. W takiej scenerii pod koniec czerwca 1944 r. niemieccy mieszkańcy Osięcin żegnali batalion marszowy sformowany z miejscowego Arbeitsdienstu, odchodzący na front zachodni w związku z niedawna inwazją Aliantów w Normandii.

Rozmieszczenie jednostek Reichsarbeitsdienst w pobliżu Osięcin

 

 Wspomniany Reichsarbeitsdienst (RAD) był paramilitarną organizacją o charakterze pomocniczym dla wojska. W całej III Rzeszy był zorganizowany w 40 Okręgów Pracy (Arbeitsgau). W każdym okręgu działało od sześciu do ośmiu Arbeitsgruppen (batalionow) w sile 1.200÷1.800 ludzi. Te grupy robocze dzieliły się z kolei na abteilungi (kompanie). Numeracja oddziałów zawierała numer kompanii łamany przez numer batalionu. Na terenie Wartheland, obejmującego m.in. część Kujaw, działały bataliony o numerach od 30 do 39 W Osięcinach stacjonował batalion 37, którego kompania 2/37 przybyła jeszcze w 1940 r. i ulokowała się w lesie, przy drodze prowadzącej do Woli Skarbkowej, gdzie pobudowała dla siebie baraki z pełnym wyposażeniem socjalnym i sanitarnym. Nieco później przybył Abteilung 1/37 i również ulokował się w lesie przy drodze do Woli Skarbkowej, tyle że nieco bliżej Osięcin. Przy Abteilung 1 było boisko sportowe, na którym odbywały się różne zawody sportowe oraz prowadzone były ćwiczenia i organizacyjne uroczystości. Naprzeciw boiska, po drugiej stronie drogi, zbudowany został dom dla oficera zarządzającego oddziałami RAD. W roku 1944 przybyły kolejne oddziały Abteilung 3/37 i 4/37. Rozlokowały się one również w lesie za Karolinem, przy drodze do Żakowic. Oficerowie RAD nie mogli znaleźć dobrych kwater w Osięcinach – w miasteczku mieszkali tylko niektórzy, jak Fahrich i Haack, natomiast dla innych RAD w szybkim tempie wybudował 9 jednorodzinnych baraków przy Danzigerstrasse (dawnej ul. Targowej, obecnie ul. I Armii Wojska Polskiego) oraz kilka podobnych baraków w lesie przy Abteilung 1. Były to drewniane baraki na murowanym podpiwniczeniu o dość wysokim komforcie – doprowadzona była do nich woda oraz kanalizacja – o których solidności świadczy to, że większość z nich użytkowana jest do dnia dzisiejszego. Kilka podobnych baraków oficerskich wybudowano też w lesie, blisko koszar Arbeitsdienstu i w nich także do dziś mieszkają rodziny polskie. Junacy z RAD, oprócz swoich koszar oraz baraków dla oficerów, wybudowali odcinki brukowanych ulic w Osięcinach, a także dość duże odcinki kanalizacji ściekowej, która zresztą działa do dnia dzisiejszego. W czasie rożnych uroczystości, w zielonych mundurach (kolorem podobnych do polskich), w charakterystycznych czapkach na głowie i z błyszczącymi szpadlami na ramieniu zamiast broni, maszerowali ze śpiewem do Domu Ludowego, tworząc specyficzny koloryt miasteczka. W wolnych chwilach licznie odwiedzali zakład fotograficzny Jankowskiego przy Danzigerstrasse 1 i kawiarnię przy Marktplatz (obecnie Pl. Bohaterów Powstania Warszawy 21), nie pozostawali też obojętni wobec miejscowych dziewcząt.

Uroczystości z udziałem jednostek Reichsarbeitsdienst

Barak oficerski Reichsarbeitsdienst

O życiu prywatnym niemieckich junaków niewiele wiadomo, można jednak przytoczyć kilka interesujących przykładów. W dniu 9 września 1941 r. jeden z junaków RAD w Osięcinach, Gerhard Willi Grabow, ur. 18 marca 1921 r., ożenił się z mieszkającą już przed wojną w Osięcinach Niemką Else Alice Arndt, ur. 24 lipca 1923 r. W krótkim czasie Grabow został wysłany na front. Kiedy przyjechał na urlop, najbliżsi sąsiedzi byli świadkami niemałego zamieszania, ponieważ Grabow podejrzewał swoją żonę o niewierność i miał o to pretensje tyleż do niej, co do swoich kolegów z oddziału… Ta z pozoru zabawna historia miała jednak tragiczny koniec: w marcu 1943 r. Willi Grabow poległ na froncie wschodnim, a jesienią następnego roku zmarła jego żona, pozostawiając dwoje małych dzieci. Zawierucha wojenna roku 1945 rozłączyła rodzeństwo już chyba na zawsze – w każdym razie młody Hartmut Grabow, który wychował się w Niemczech w zastępczej rodzinie aż po dziś dzień bezskutecznie poszukuje siostry.

Dowód nadania pięciokilogramowej paczki wysłanej przez Kurta Kohardta
z obozu RAD w Osięcinach do rodziny w Rostock

Inny przypadek był jeszcze bardziej tragiczny: w dniu 24 grudnia 1944 r., w czasie ćwiczeń w „abteilungach” w Osięcinach, został przypadkowo śmiertelnie postrzelony jeden z junaków pochodzący z Austrii, Franz (Franciszek) Stubenrauch, urodzony w 1927 r. Kilka dni później, 28 grudnia, został on pochowany na miejscowym cmentarzu. Jego ojciec o śmieci syna dowiedział się po wojnie od jednego z jego kolegów będących również w Osięcinach i w grudniu 1946 r. przysłał do Urzędu Gminy pełen rozpaczy list, z prośbą o oznaczenie grobu syna chociażby krzyżem czy tabliczką. Powoływał się przy tym na to, że także Austria padła ofiarą niemieckiej agresywności i jego syn został zabrany wbrew swojej woli… W 1995 r. grób Stubenraucha udało się odnaleźć, jednak od tegoż 1995 r. na tym miejscu pochowany jest już ktoś inny i stoi całkiem nowy pomnik.

Junacy Reichsarbeitsdienst podczas musztry

 Najważniejsze instytucje urzędowe – Urząd Gminy i Urząd Pracy (Arbeitsamt) decydujący o deportacjach na roboty do Niemiec – znajdowały się w budynku dawnej polskiej szkoły. Uczniów niemieckich już od pewnego czasu nie było – początkowo zgromadzono ich w szkole w jednym z sąsiednich miasteczek, a następnie stopniowo ewakuowano na zachód z obawy przed zbliżającym się frontem. Urzędem Gminy kierował burmistrz komisaryczny (Amtskommisar). W urzędzie pracowało też kilku Polaków, m.in. przedwojennych nauczycieli. Gmina dysponowała grupą remontowo-budowlaną złożoną z rzemieślników i robotników. Pracownicy ci utrzymywali porządek w miasteczku, szczególnie na skwerach, naprawiali chodniki i jezdnie, zbudowali kilka studni wyposażonych w pompy, wykonywali naprawy i remonty w budynkach podlegających gminie. Na wyższych piętrach szkoły od kilku lat stacjonował pododdział Luftwaffe stanowiący posterunek obserwacji lotniczej, zapewne w ramach jakiejś ogólnej sieci. Na najwyższej części szkoły wybudowano drewnianą wieżę, z której lotnicy bez przerwy obserwowali okolicę.

Siedziba Urzędu Gminy w dawnej szkole w Osięcinach

Posterunek żandarmerii niemieckiej w Osięcinach

Posterunek kilkuosobowego oddziałku żandarmerii mieścił się w rynku, na parterze dawnej kamienicy Jezierskiego. Przy posterunku była oszklona gablota na ogłoszenia, w której znajdowała się też duża mapa z kolorową wstążką wyznaczającą codziennie, zgodnie z komunikatami Wehrmachtu, aktualną linię frontu. W okresach sukcesów armii niemieckiej wstążeczka była skrupulatnie przesuwana, ale w 1944 r. nikt już tej mapy jakoś nie aktualizował, a wstążeczka smętnie zwisała na anachronicznej linii… Dom Partyjny NSDAP (Parteihaus) znajdował się w piętrowej kamienicy naprzeciw kościoła. Okazałego niemieckiego orla na balkonie wykonał na rozkaz Niemców Stanisław Jóźwiak, uzdolniony czeladnik malarski. Orzeł okazał się na tyle trwały, że jego ślad widoczny był jeszcze po wielu latach, w czasach powojennych, kiedy budynek zajmowała już Milicja Obywatelska. W dniach świąt partyjnych(Parteitag) było bardzo kolorowo:  wszystkie okna Domu Partyjnego wyłożone były czerwonymi makatami, na których w białym kole umieszczono czarne swastyki (Hackenkreuz). Całe miasteczko było poza tym udekorowane czerwonymi flagami ze swastyką, na wysokich drewnianych masztach. Miejscowi Niemcy paradowali w tych dniach obowiązkowo w mundurach swoich organizacji: chłopcy z Hitlerjugend (HJ) – żółte koszule, czarne chusty-krawaty, krótkie czarne sztruksowe spodnie i noże przy pasach; dziewczęta z BDM – białe bluzki, granatowe spódnice i takież chustki-krawaty; dorośli mężczyźni w żółtych mundurach Sturmabteilungen (SA), a bardziej zasłużeni – w czarnych mundurach ze srebrnymi wyłogami i znakami trupiej czaszki Schutzstaffeln (SS). Tych ostatnich było w Osięcinach tylko kilku: burmistrz Thiede, właściciel mleczarni Hoffmann, właściciel punktu skupu zwierząt Marckmann i kowal Phillip Bollenbach.
Wszystkie spotkania i wiece odbywały się w Domu Ludowym, gdzie przy gipsowym popiersiu Adolfa Hitlera przywracano Niemcom ducha bojowego i wiarę w zwycięstwo. Ostatnie takie spotkanie odbyło się pod koniec lipca 1944 r., po zamachu na Hitlera. Nadzieja na „cudowną broń" (Wunderwaffe) na jakiś czas skutecznie przywróciła miejscowym Niemcom wiarę, siły i zwykłą butę oraz bezwzględność. Spotkania zawsze kończyły się odśpiewaniem hymnu „Deutschland, Deutschland über alles" lub pieśni partyjnej NSDAP „Horst Wessel Lied'. W tymże Domu Ludowym od czasu do czasu odbywały się seanse objazdowego kina, dostępne dla wszystkich. Pokazywano przeważnie niemieckie kroniki filmowe (Deutsche Wochenschau) i filmy dla młodzieży. 
 

Dom Partyjny NSDAP w Osięcinach 

Kamieniczki przy rynku w Osięcinach

 

 Osięciny były coraz skuteczniej germanizowane. Zakazana była polska książka, a za nauczanie po polsku groziła kara więzienia. Pomimo tego niektóre nauczycielki (np. p. Kabatowa i p. Lamparska) udzielały po kryjomu lekcji polskim dzieciom. Zakazano posługiwania się językiem polskim w sklepach i urzędach – osoba mówiąca po polsku nie mogła być obsłużona. Wielkim zaskoczeniem dla Polaków było zatem rozplakatowanie latem 1943 r. obwieszczeń w języku polskim o śmierci gen. Władysława Sikorskiego. Personel w sklepach bywał również polski, ale w urzędach (poczta, gmina) dla kontaktów z interesantami zatrudniano tylko osoby narodowości niemieckiej. Właścicielami sklepów, zakładów i gospodarstw – w większości zrabowanych Żydom i Polakom – byli na ogół Niemcy, u których Polacy mogli być co najwyżej pracownikami. Tak więc na przykład:
- właścicielem zakładu mleczarskiego był Hoffmann, a jego żona prowadziła sklep mleczarski na rogu Targowej/Danzigerstrasse,
- skup zwierząt prowadził Marckmann, dysponujący jedyną w okolicy ciężarówką na tzw. Holzgas (gaz drzewny) z kierowcą p. Walusiakiem,
- warsztat ślusarski po St. Płoszaju posiadał Thiemme,
- warsztat kowalsko-kołodziejski po Skoniecznym prowadził Phillip Bollenbach,
- handel drewnem przy Parkstrasse posiadał po Praszyńskich - Klatt,
- gospodarstwo ogrodnicze po Lewandowskich miała Niemka o nazwisku Steyer,
- fundacją Skarbków zarządzał von Buelow,
- dawny sklep „Jutrzenki" posiadał Schülde,
- aptekę po Ossowskich prowadził Edmund Döllert,
- lekarzem był Polak, dr Andruszkiewicz,
- własne gospodarstwo rolne posiadali Arndtowie w Osięcinach, a poza tym Gramlich po
A. Płoszaju i Kaniewskim na Bełszewie i Krauze po Białasiku w Osięcinach,
- masarnię po S. Rosiaku posiadał Rust,
- funkcjonariuszami żandarmerii byli Nietsche, Felmedt, Wenzel i Erbert,
- na poczcie pracowali Schen i panna Leske,
- skład mąki posiadał Schmidt,
- sklep z obuwiem prowadził Pohl,
- olejarnię posiadał Braun,
- właścicielem zakładu fryzjerskiego był Seifert,
- gospodarstwo ogrodnicze miał Elitzki,
- młyn prowadził Radke,
- sekretarzem w gminie był Blumhardt.
Niemców w Osięcinach było dużo więcej, jednak trudno dziś odtworzyć wszystkie nazwiska. Może ich lista doczeka się uzupełnienia od czytelników?
Jeśli chodzi o życie religijne, to po zamordowaniu przez Niemców proboszcza ks. Matuszewskiego i wikariusza ks. Kurzawy, jeszcze w 1940 r. zakazano wszelkich nabożeństw w kościele, który przechodził potem różne koleje, m. in. był w nim magazyn zbożowy. Dzwony, które w 1940 r. obwieszczały jeszcze zwycięstwo niemieckie nad Francją, wkrótce potem zostały zdemontowane i wywiezione na złom. W plebanii utworzono ochronkę dla dzieci miejscowych Niemców (Kindergarten), którą prowadziła Tante („ciocia”) Maria, czyli Maria Gralla, Niemka o dość obfitych kształtach i grubym glosie. W 1944 r. kościół został jednak uprzątnięty, a nawet odprawiono w nim kiedyś nabożeństwo, oczywiście tylko dla Niemców. W pierwszych latach okupacji sakramentów chrztu i ślubu kościelnego udzielał sędziwy ksiądz prałat Majewsky z Kościelnej Wsi, później i tego zakazano. Tylko ksiądz w Sędzinie jeszcze przez dłuższy czas udzielał posług religijnych. W Osięcinach chrzty, śluby i pogrzeby były tylko cywilne. Dzieciom polskim nie wolno było nadawać imion obco brzmiących (np. Ryszard, Robert, Henryk), a tylko słowiańskie (Stanisław, Władysław, Bolesław). Ślubów prawie nie było, natomiast w odprawianiu pogrzebów, a zwłaszcza mów pogrzebowych, wyspecjalizował się niejaki p. Dzikowski. W okolicach Osięcin, i w ogóle na Kujawach – tak jak zresztą w całej Polsce – liczne były dawniej przydrożne krzyże, figurki i kapliczki stawiane w różnych latach i z różnych intencji. Stanowiły one nieodłączny element krajobrazu wiejskiego. W roku 1944 już ich prawie nie było, gdyż Niemcy likwidowali je skutecznie już od 1939 r., kiedy to wielki drewniany krzyż naprzeciw posesji p. Płoszaja został wyłamany przez powracający wieczorem z ćwiczeń oddział miejscowego Selbschutzu. W całej okolicy przetrwała tylko jedna figurka Matki Boskiej, wybroniona przez Niemca -katolika, zarządcę majątku Borucinek przejętego po Ike-Dunikowskich.
Najtrudniejsze do rozwiązania były w miasteczku problemy wyżywienia i zaopatrzenia w podstawowe artykuły codziennego użytku: odzież, obuwie, środki czystości. Żywność była ściśle reglamentowana. W szczupłych ilościach przysługiwały na kartki chleb, mięso, cukier, masło, czy mleko. Po bezkartkowe mleko odciągane ustawiały się przed mleczarnią całonocne kolejki, a wobec rozpędzania ludzi przez Niemców ustawiano kolejki pustych garnków, które też zresztą były rozrzucane. Mydło sporządzano domowym sposobem z różnych tłuszczów. Odzież była wielokrotnie przerabiana i naprawiana, najtrudniejsze natomiast było zdobycie butów. Jednak w 1944 r. nadzieja na rychłe zakończenie okupacji była już tak silna, że pozwalała uporać się z największymi trudnościami.

Rynek w Osięcinach ok. 1940 r.

Pod koniec 1944 r. doprowadzono do Osięcin elektryczność. Najpierw na zapleczu gospodarstwa sołtysa Krauzego przy Parkstrasse (obecnie ul. Narutowicza) wybudowano wysoki budynek – wieżę dla stacji transformatorowej, do której doprowadzono słupową linię elektroenergetyczną aż z Włocławka. W miasteczku rozpoczęto budowę sieci oraz instalacji w poszczególnych domach, najpierw oczywiście w niemieckich i niedługo w Osięcinach zabłysło po raz pierwszy światło elektryczne. Również pod koniec 1944 r. rozpoczęto przy obecnej ul. Traugutta budowę czterech jednorodzinnych domków, przeznaczonych dla najbardziej potrzebujących rodzin. Budynki te nie zostały ukończone i ostatecznie nie wiadomo, kto miał w nich rzeczywiście mieszkać. Jesienią 1944 r. powróciło do Osięcin kilku junaków z batalionu RAD tak uroczyście odprawianego na wojnę na początku lata, ale byli to wyłącznie ranni i kontuzjowani. Ubrani w trawiastozielone drelichy, tak odmienne od uroczystych mundurów RAD, obandażowani, na wózkach, kurowali się w miejscowym szpitalu. Szpitalik ten, który przez cały okres swego istnienia był w zasadzie izbą porodową, teraz w 1944 r. awansował do rangi szpitala wojskowego.
Mimo wszystko trzeba przyznać, że „Ossenholz” w 1944 r. było miasteczkiem czystym i schludnym, pięknie udekorowanym skwerami i chociaż Niemcy nie załatwili do końca problemów zaopatrzenia w wodę i gospodarki ściekowej, to jednak postęp w dziedzinie porządku był widoczny. Mimo niedożywienia poprawa nastąpiła takie w zakresie ochrony zdrowia, m.in. dzięki systematycznej akcji szczepień ochronnych zniknęły epidemie duru brzusznego. Obowiązek okresowych prześwietleń rentgenowskich pozwolił na wczesne wykrywanie przypadków gruźlicy i chociaż jej leczenie było trudne, to jednak samo wykrycie choroby umożliwiało już podjęcie jakichś środków zaradczych. Ludność polska, początkowo odnosząca się nieufnie do tych zdrowotnych zabiegów, stopniowo przekonała się o ich zaletach.
Jeszcze latem 1944 r. napłynęło do miasteczka kilkanaście rodzin niemieckich z Besarabii i Wołynia, dla których zorganizowano mieszkania przez wysiedlenie rodzin polskich. Gorzej było z zatrudnieniem tych ludzi, gdyż nie mieli oni przeważnie żadnych kwalifikacji. Na początku sierpnia napłynęły niejasne wieści o powstaniu w Warszawie. Do walki z powstańcami powołano z okolicy kilku funkcjonariuszy Żandarmerii; po ich powrocie dowiedziano się o bezpardonowych walkach w Warszawie, o pożarach i tragedii ludności cywilnej. W ciche i pogodne sierpniowe poranki można było usłyszeć daleki pomruk detonacji z kierunku Warszawy, a potem i inne odgłosy nieubłaganie zbliżającego się frontu.
Tak, wśród tych powszednich trudności, ale i nadziei nadeszła zima. Miała to być ostatnia zima okupacji.

Apteka w Osięcinach

 

 Sklepy na rynku w Osięcinach

 

 Widok na rynek w Osięcinach

Przygotowania obronne – ostatnie dni okupacji

Pod koniec lata 1944 r. cala młodzież zatrudniona w miejscowych zakładach w Osięcinach, której udało się uniknąć wywiezienia na roboty do Rzeszy, została zmobilizowana przez Niemców, sformowana w oddziały i wysłana do budowy rowów przeciwczołgowych w dalszej okolicy. W trudnych warunkach zakwaterowania, przy bardzo skromnym wyżywieniu, grupy te aż do stycznia 1945 r., do nadejścia mrozów uniemożliwiających prace ziemne, kopały szerokie i głębokie rowy, które miały powstrzymać nawałę bolszewickich czołgów. Niedaleka przyszłość miała pokazać, jak dalece roboty te były bezcelowe…

 

 Budowa umocnień przez robotników przymusowych

 W Osięcinach przez cały czas działała straż pożarna, pod niemieckim dowództwem, choć brali też udział w jej akcjach i Polacy. Remiza strażacka znajdowała się na zapleczu dawnego budynku gminy, przy rynku. Straż nie posiadała samochodów, a tylko konne wozy bojowe; koni dostarczali w razie potrzeby miejscowi gospodarze – Niemcy (np. Leopold Arndt). Przed budynkiem dawnej gminy ustawiono wysoki, drewniany słup z syreną alarmową w postaci trąbki uruchamianej ręczną pompą powietrzną. Na wszystkich skrzyżowaniach ulic, na ścianach domów zainstalowane były oszklone gablotki, w których umieszczone były trąbki alarmowe. W razie zauważenia pożaru należało zbić szybkę i użyć trąbki. W połowie 1944 r. poza strażą pożarną utworzono drużyny obrony przeciwpożarowej i przeciwlotniczej. Powołano do nich wszystkich mężczyzn zdolnych do pracy z miejscowych zakładów (mleczarni, masarni) i warsztatów rzemieślniczych. Wyposażono ich w wielkie hełmy Luftschutzu, gaśnice-hydronetki, bosaki, toporki i maski przeciwgazowe. Drużyny ćwiczyły czasem na ulicach miasteczka, ale więcej było w tym wesołej zabawy, niż powagi i obawy przed wojną.
We wrześniu 1944 r. na kościelnym cmentarzu robotnicy gminni rozpoczęli kopanie głębokiego i szerokiego rowu, który miał spełniać rolę schronu dla ludności. Przy tych wykopach okazało się, że cmentarz kościelny był w przeszłości cmentarzem grzebalnym, wydobywano bowiem liczne czaszki i kości ludzkie, zapewne z odległych czasów. Na ścianach domów i w oknach wystawowych pojawiły się afisze ostrzegające przed szpiegami, wzywające do współpracy z władzami. Pojawiły się też plakaty propagandowe przedstawiające Stalina z krwawym toporem i nawały szkieletów w mundurach z czerwonymi gwiazdami powstrzymywane przez eleganckich żołnierzy Wehrmachtu. Napisy na tych afiszach były, o dziwo, dwujęzyczne – niemieckie i polskie.
W drugiej połowie 1944 r. zainstalowała się w Osięcinach placówka Wehrmachtu, kilkuosobowa, z własnym samochodem wojskowym. Zadaniem jej było prawdopodobnie koordynowanie działań obrony cywilnej na bliskim już zapleczu frontu. Wkrótce ostatecznie zniknął natomiast pododdział Luftwaffe, do tej pory stacjonujący w szkole. Do działań obronnych należało także zaliczyć, jak się wydaje, intensywną aktualizację wszystkich okolicznych drogowskazów.

 

 Uchodźcy niemieccy

 Obchody noworoczne w 1945 r. były jeszcze wśród Niemców spokojne. Tylko z koszar Arbeitsdienstu w lesie dochodziły odgłosy jakby salw karabinowych; może dIa uczczenia Nowego Roku? Jednak dawało się odczuć pewne napięcie, chociażby przez to, że coraz to ubywało w miasteczku rodzin niemieckich, których coraz więcej opuszczało Osięciny i wyjeżdżało na zachód, byle dalej od niebezpieczeństwa. Znikali urzędnicy, koloniści, dzieci… Ten względny spokój trwał tylko dwa tygodnie. Przerwanych przed Bożym narodzeniem zajęć szkolnych juz nie wznowiono, a nauczycielka również ewakuowała się na zachód.
16 stycznia wygarnięto z miasteczka wszystkich mężczyzn zdolnych do pracy i skierowano ich do budowy okopów kolo Borucinka. Zmarznięta ziemia (było ok. -15°C) i brak odpowiednich narzędzi spowodowały, że efekty tej pracy były znikome i we środę 17 stycznia roboty przerwano. W nocy ze środy na czwartek (17/18 stycznia) ogłoszono powszechną ewakuację. Uzbrojony sołtys Krauze stukał w nocy do okien i ogłaszał: Ewakuacja, kto nie wyjedzie, będzie zastrzelony. Podwody podstawiono z okolicznych gospodarstw, pierwszeństwo w ewakuacji miały rodziny niemieckie. Wydawano żywność, tym razem już bez kartek - chleb, margarynę, cukier, „leberkę”… Ale w czwartek 18 stycznia nie wystarczyło podwód dla wszystkich, którzy mieli być ewakuowani. Nie chodziło bowiem o samych Niemców: do ewakuacji zmuszono również rodziny polskie, dotychczas nie wysiedlone, czego skrupulatnie pilnował burmistrz i inni zorganizowani Niemcy. Dalszy ciąg ewakuacji nastąpił więc w piątek 19 stycznia, ale i teraz podwód nie było w dostatecznej ilości. Czas naglił. Polacy ukrywali się w domach, a Niemcom brakło czasu i środków na bardziej konsekwentne egzekwowanie nakazu ewakuacji.
Przez dwa dni przez Osięciny wszystkimi drogami w kierunku Kościelnej Wsi ciągnęły kolumny furmanek z ewakuującymi się Niemcami. Zima była ostra, z temperaturą ok. -20 °C, następował jakby rewanż za polskich uciekinierów w 1939 r. Ale wśród ewakuujących się były również rodziny polskie. Ich los był szczególnie nie do pozazdroszczenia. W piątek wieczorem 19 stycznia ostatni Niemcy opuścili Osięciny. Pozostał jednak strach, czy w ostatniej chwili nie zjawi się jakiś niemiecki oddział pacyfikacyjny i nie zechce zlikwidować nieposłusznych Polaków.

Nadchodzi front

Już kilka dni wcześniej, 12 stycznia 1945 r. ruszyła wielka ofensywa styczniowa na froncie wschodnim, w ramach której Armia Czerwona siłami pięciu frontów zamierzała rozbić trzon niemieckich sił między Bałtykiem a Karpatami oraz ostatecznie przenieść działania wojenne na terytorium Niemiec. Dysproporcja sił była na tyle duża, że istniały całe ogromne obszary na których Rosjanie nie spotykali się ze znaczącym przeciwdziałaniem Niemców. Do takich obszarów w dużej mierze należały również Kujawy, które pomimo bliskości frontu były stosunkowo słabo bronione. Znaczniejszy punkt oporu stanowił jedynie Radziejów, broniony przez pododdziały niemieckich 251. i 337. pułków piechoty (drugi z nich był tą samą jednostką, która 8 września 1939 r zdobyła Inowrocław). Poza tym był jeszcze garnizon Włocławka, a dalej garnizony w Inowrocławiu (83. pułk piechoty), Toruniu i Bydgoszczy. Oddziały te nie posiadały jednak odpowiedniego wyposażenia w bron ciężką i pancerną, a tylko zwykłe uzbrojenie jednostek piechoty. Przez rejon Osięcin nie wycofywały się żadne niemieckie wojska. Dlatego też jednostki 1 Frontu Białoruskiego (pod dowództwem słynnego marszałka G.K. Żukowa), które 19 stycznia zbliżyły się do rejonu Kujaw, trafiły jakby w próżnię, co pozwoliło im na poruszanie się ze znaczną prędkością ok. 50 km dziennie.

 

 

Od lewej: gen. S.l. Bogdanow, gen. A.I. Radzijewski, gen. P.M. Łatyszew

 Pod koniec drugiej dekady stycznia czołowe oddziały Armii Czerwonej osiągnęły rubież Gostynin - Lubień Kujawski - Kutno. Były to jednostki 2. Armii Pancernej Gwardii pod dowództwem gen. płk. S.I. Bogdanowa, którego zastępował w tym czasie jego szef sztabu gen. lejt. A.J. Radzijewski (ranny Bogdanow przebywał w szpitalu); członkiem Rady Wojennej był gen lejt. P.M. Łatyszew. W skład armii wchodziły:
- 9. Umański Korpus Pancerny (dowódca gen. Wiedieniejew), który działał na prawym skrzydle w pasie natarcia ograniczonym z prawej strony rz. Wisłą, a z lewej linią: Lubień - Lubraniec - Dobre - płn. Inowrocław – Łabiszyn,
- 12. Wapniarski Korpus Pancerny (dowódca gen. Tieliakow), który działał w środku ugrupowania, w pasie ograniczonym z prawej strefą działań 9. Korpusu, a z lewej linią: Chodecz - Izbica Kujawska - Piotrków Kujawski - Żnin – Gołańcz,
- 1. Krasnogradzki Korpus Zmechanizowany, który poruszał się na lewym skrzydle po osi marszu Kutno - Kłodawa - Sompolno - Trzemeszno - Czarnków.
Dowódcą tego ostatniego korpusu był gen. S.M. Kriwoszein, który stał się bohaterem specyficznej frontowej anegdoty. Pewnego razu, po wkroczeniu na byłe tereny niemieckie plądrujący żołnierze radzieccy odnaleźli w roczniku starych czasopism zdjęcie, na którym młodszy o kilka lat Kriwoszein przyjmował wspólnie ze sławnym niemieckim generałem Heinem Guderianem defiladę wojsk radzieckich i hitlerowskich – odbyła się ona 23 września 1939 r. w Brześciu Litewskim dla uczczenia wspólnego pokonania Polski. Generał podobno o mały włos uniknął samosądu i rozstrzelania przez rozwścieczonych sołdatów, którzy podejrzewali go o zdradę; sytuację uratowała dopiero interwencja wyższego dowództwa…

 Od lewej: gen. N.D. Wiedieniejew, gen. N.M. Tieliakow, gen. S.M. Kriwoszein

 

2. Armia Pancerna Gwardii otrzymała rozkaz kontynuowania natarcia w ogólnym kierunku na Radziejów, Inowrocław, Szubin, Nakło. 20 stycznia miała opanować rejon Barcina i Inowrocławia, a czołowe jej oddziały powinny dotrzeć w okolice Torunia i Bydgoszczy. Na 22 stycznia przewidziano osiągnięcie rejonu Nakła, Gołańczy, Żnina i Łabiszyna oraz uchwycenie przeprawy przez Noteć na odcinku Nakło – Czarnków. Jak wynika z przebiegu walk, ten ścisły harmonogram został opóźniony co najmniej o jedną dobę. Bezpośrednio za jednostkami 2. Armii przesuwały się oddziały 47. Armii (dowódca gen. mjr F. Pierchorowicz), w skład której wchodziły 77. Korpus Armijny (dowódca gen. mjr W. Pozniak), 125. Korpus Armijny (dowódca gen. mjr A. Andrejew) i 129. Korpus Armijny (dowódca gen. mjr M. Anaszkin). W pasie działania 9. Korpusu Pancernego i częściowo 12. Korpusu Pancernego działał 125. Korpus Armijny, a w jego składzie 76. Dywizja Strzelecka (piechoty). W drugim rzucie frontu znajdowała się 1. Armia Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Stanisława Popławskiego.

Działania 2. Armii Pancernej Gwardii na Kujawach w dniach 20-21 stycznia 1945 r.
 

 W nocy z 19 na 20 stycznia oddziały 12. Korpusu Pancernego wyruszyły z rejonu Lubienia Kujawskiego w kierunku Radziejowa, aby po nocnym marszu po bezdrożach i bagnach rankiem 20 stycznia osiągnąć z zaskoczenia ufortyfikowany rejon tego miasta. Tak więc:
- 34. Brygada Piechoty Zmotoryzowanej (dowódca płk N.P. Ochman) maszerując po osi Chodecz - Boniewo - Żydowo - Witowo osiągnęła rankiem 20 stycznia rejon na wschód i północny wschód od Radziejowa,
- 49. Wapniarska Brygada Pancerna (dowódca płk Abramow) maszerując po osi Chodecz-Topólka - Bytoń osiągnęła w tym czasie rejon na południe i południowy wschód od Radziejowa, utraciwszy po drodze kilka czołgów, które utonęły w bagnach (przynajmniej jeden z nich wydobyto dopiero kilkanaście lat po wojnie),
- 66. Wapniarska Brygada Pancerna (dowódca płk A.T. Pawluszko) maszerując po osi Izbica Kujawska - Orle - Świesz - Czołowo osiągnęła nieco później rejon na południowy zachód od Radziejowa.
Natarcie na Radziejów, rozpoczęte przez 49. Brygadę rankiem 20 stycznia, zostało następnie silnie wsparte przez 34. Brygadę. Dowódca batalionu z tej brygady mjr O.P. Matwiejew wyróżnił się w bitwie o Radziejów i został odznaczony orderem Bohatera Związku Radzieckiego. Jednak dopiero uderzenie 66. Brygady ostatecznie przełamało niemiecki opór.
Analiza ówczesnej dyslokacji wojsk wskazuje, że Osięciny znalazły się w strefie działania 9. Gwardyjskiego Korpusu Pancernego. Korpus ten składał się z czterech brygad. Były to:
- 33. Umańska Brygada Piechoty Zmotoryzowanej (dowódca płk P.Z. Szamadrin), która działała po osi Gostynin - Włocławek - Aleksandrów Kujawski – Toruń Podgórz,
- 50. Umańska Brygada Pancerna (dowódca płk I.G. Czeriapkin), która przesuwała się po osi Kowal - Brześć Kujawski - Koneck - Służewo - Gniewkowo - Nowa Wieś,
- 47. Umańska Brygada Pancerna (dowódca płk N.W. Kopyłow), która maszerowała po osi, Lubień - Lubraniec- - Osięciny - Sędzin - Orłowo – Łabiszyn,
- 65. Siewska Brygada Pancerna (dowódca płk I.T. Potapow), która poruszała się w drugim rzucie za 47. Brygadą.

 

 Od lewej: mjr O.P. Matwiejew, ppłk W. A Tieliechow, płk T.P. Abramow

 Należy zatem przyjąć, że pierwsze jednostki Armii Czerwonej jakie dotarły do Osięcin należały do 47. Gwardyjskiej Brygady Pancernej. Była to jak na tamte czasy silna jednostka, która zgodnie z etatem liczyła sobie 1.346 żołnierzy, w tym 253 oficerów. W jej skład wchodziły następujące pododdziały:
- 1 batalion czołgów (dowódca mjr A.F. Brancewicz),
- 2 batalion czołgów (dowódca kpt. D.A. Karaban),
- 3 baon czołgów (dowódca mjr M.I. Androsiuk),
- 4 baon czołgów (dowódca mjr Slestnikow),
- baon fizylierów, tj. piechoty zmotoryzowanej (dowódca mjr A.A. Sawin),
- bateria dział samobieżnych (dowódca kpt. I.P. Pijawczyk),
- pluton przeciwlotniczych karabinów maszynowych (dowódca por. Owsiannikow),
- pododdział zwiadu (dowódca kpt. O. Sobolew).
Łącznie w brygadzie powinno być 68 czołgów T-34 i innych wozów bojowych, 10 dział, 35 karabinów maszynowych oraz blisko 180 samochodów i motocykli. Należy jednak pamiętać, że brygada od kilku dni znajdowała się w ogniu, a w Armii Czerwonej zazwyczaj nie praktykowano uzupełniania strat w trakcie trwania działań bojowych – dlatego też w dniu 20 stycznia rzeczywiste stany osobowe i liczba sprzętu były zapewne znacząco już mniejsze niż przewidywały to pierwotne etaty.

 

 

Wyzwolenie

Wczesnym sobotnim rankiem 20 stycznia od strony Radziejowa zaczęły dochodzić intensywne detonacje, jakby odgłosy ostrej walki artyleryjskiej – dziś już wiadomo, że to radziecki 12. Korpus Pancerny nacierał na miasteczko. Po godzinie kanonada ucichła. Na drodze pojawiła się jakaś zabłąkana podwoda z uciekinierami, przejechała w kierunku krzyżówki z szosą Brześć - Radziejów, ale pospiesznie zawróciła i galopem pomknęła w kierunku Kościelnej Wsi. Około dziewiątej nad Osięciny nadleciały dwa niemieckie samoloty, które po wykonaniu kilku okrążeń nad okolicą zawróciły na zachód. Przed południem pokazało się blade, zimowe słońce. Pozostali w miasteczku mieszkańcy wychodzili z domów. Niemców nie było – oto nastał pierwszy dzień wolności… Rozpoczęło się zajmowanie poniemieckich mieszkań i wynoszenie wszelkiego dobytku, począwszy od węgla opalowego aż do kompletów mebli. Pierwsze grupy ludzi dotarły też do opuszczonych koszar Arbeitsdienstu; prym wiodła młodzież, która urządziła w lesie sporą strzelaninę ze znalezionych tam karabinów.
Około godziny czternastej na szosie od strony Brześcia ukazały się trzy ciężarówki. Początkowo nie wiadomo było, czy skręcą z „krzyżówek” do Osięcin; skręciły jednak i po chwili wjechały do miasteczka. Powstał popłoch – może to niemiecki oddział pacyfikacyjny?! Samochody zatrzymały się naprzeciw dawnej bóżnicy. Z pierwszego z nich, z kabiny kierowcy wyskoczyła kobieta-żołnierz, w uszatej baraniej czapce z czerwoną gwiazdą, uzbrojona w „pepeszę” z dużym bębnowym magazynkiem. Za nią z samochodu wysiadła grupa żołnierzy. Po chwili z okolicznych domów wyszli pierwsi odważniejsi mieszkańcy. Pierwsze pytania żołnierzy brzmiały: Germancow niet? Oczywiście, niet. Kilka osób w miasteczku znało język rosyjski, jeszcze z lat „kongresówki”. Nastąpiło serdeczne powitanie, czyli płacze, kwiaty (w doniczkach) i bimber.
I to był prawdziwy koniec niemieckiej okupacji.

 

 Przemarsz radzieckiej artylerii pancernej

Tymczasem, po krótkim postoju, dwie grupy żołnierzy rosyjskich odjechały ciężarówkami na zwiad w kierunku Kościelnej Wsi, zaś trzecia zainstalowała się w domku przy ulicy Szkolnej jako placówka łączności. Żołnierze należeli do czołówki 47. Gwardyjskiej Brygady Pancernej, która o świcie 20 stycznia wyruszyła z rejonu Lubienia Kujawskiego i posuwała się bez walki przez Lubraniec w nakazanym kierunku. Za nią poruszały się dalsze jednostki. Dla pododdziałów czołgów wybierano drogi boczne, utwardzone przez silny mróz, natomiast drogi o lepszej nawierzchni przeznaczono dla jednostek samochodowych. Począwszy od zmierzchu, przez całą noc 20/21 stycznia przez Osięciny, szosą od „krzyżówek” w kierunku Kościelnej Wsi, przejeżdżały nie kończące się kolumny ciężarówek z żołnierzami i sprzętem, holujących działa, moździerze oraz inny sprzęt należący do 47. i 65. Brygad Pancernych. Rankiem 21 stycznia zatrzymał się w Osięcinach sztab jakiejś trudnej już dziś do ustalenia wielkiej jednostki Armii Czerwonej (korpusu lub armii), gdyż cale miasteczko zostało szczelnie otoczone bateriami artylerii przeciwlotniczej. Przez parę dni w Osięcinach stacjonowała też redakcja i drukarnia frontowej gazety. W niedzielne południe przejechała przez miasteczko jednostka pancerna złożona z kilkunastu czołgów T-34, które nadjechały drogą od strony Żakowic i przejechały przez rynek w kierunku Kościelnej Wsi. Niestety nie obeszło się bez wypadku. Naprzeciw dawnego Parteihausu stała zaprzężona w dwa wielkie konie platforma p. Nejmana. Ze względu na zwały śniegu ulica w tym miejscu była zbyt wąska dla czołgu, który „przyłapał" gąsienicą skraj przedniej osi platformy. Spłoszony koń z prawej strony zaprzęgu stanął na tylnych nogach i zwalił się na czołg; został przy tym wciągnięty pod gąsienice i przejechany. Furman zdołał w popłochu wyskoczyć z platformy, a czołgi, nie zatrzymując się, pomknęły dalej… Następnego dnia, 22 stycznia, do stacjonującego w Osięcinach sztabu przyleciały dwa samoloty łącznikowe typu Po-2, czyli popularne „kukuruźniki". Wylądowały one na zaśnieżonej podorywce za „okólnikiem" tj. w miejscu dzisiejszego osiedla przy ul. Kujawskiej. Pole okazało się nie najlepszym lądowiskiem – jeden z samolotów utracił płozę ogonową i nie mógł wystartować ponownie. Udzielili mu jednak pomocy miejscowi stolarze i po godzinie samolot odleciał w ślad za swym towarzyszem.

Samolot łącznikowy typu Po-2


Za oddziałami 2. Armii Pancernej, które względnie szybko przemknęły przez okolicę, posuwały się jednostki ogólnowojskowe. Zajmowały one ostatecznie teren i oczyszczały go z resztek nieprzyjaciela. Jednostki 125. Korpusu Armijnego zajęły w ten sposób Radziejów, a także Nieszawę, Ciechocinek i Aleksandrów Kujawski. Przegrupowywały się one również przez Osięciny, praktycznie aż do 24 stycznia. Za oddziałami frontowymi jeszcze przez wiele tygodni posuwały się najrozmaitsze jednostki zaopatrzeniowe i taborowe.

 

 

Wojsko Polskie w Osięcinach

Po zajęciu Warszawy w dniu 17 stycznia i po historycznej defiladzie w Alejach Jerozolimskich, jednostki 1. Armii Wojska Polskiego otrzymały rozkaz posuwania się w drugim rzucie 1. Frontu Białoruskiego za 47. Armią gen. F. Perchorowicza. Dowódcą 1. Armii był wówczas gen. dyw. Stanisław Popławski, a jej szefem sztabu płk Wsiewołod Strażewski.

 

 Oddziały 1. Armii WP w marszu na Bydgoszcz

 

Defilada żołnierzy 1. Armii WP 19 stycznia 1945 r. w Warszawie

Armia rozpoczęła wykonywanie zadania w dniu 19 stycznia, przesuwając się wzdłuż lewego brzegu Wisły w kierunku północnym i jednocześnie zabezpieczając częścią sił rejon styku z działającym na prawym brzegu Wisły 2. Frontem Białoruskim marszałka K. Rokossowskiego. Do osłony styku wydzielono 3. i 6. Dywizje Piechoty, zaś pozostałe związki taktyczne armii utworzyły ugrupowanie marszowe, którego zadaniem było szybkie przegrupowanie się do rejonu Bydgoszczy. Wspominał gen. Popławski:
W skład zgrupowania marszowego weszły 1. i 4. dywizja piechoty, 1. brygada kawalerii, brygada artylerii, jednostki saperskie i pozostałe oddziały specjalne armii. Czołgiści polscy zostali częściowo podporządkowani 47. armii, a 2. dywizja piechoty pozostała chwilowo w Warszawie, gdzie pełniła służbę garnizonową. Awangardę zgrupowania marszowego stanowiły: 1. brygada kawalerii, 13. pułk artylerii pancernej i 1. batalion rozpoznawczy.
Pogoda jednak nie dopisała. O ile w dniach forsowania Wisły mróz był po prostu dobrodziejstwem, o tyle teraz ogromnie utrudniał marsz oddziałów. Oprócz mrozu dokuczały żołnierzom porywiste zamiecie śnieżne i zaspy na drogach.
Wojska winny były pokonać w ciągu doby 30-40, a nawet więcej kilometrów, a tymczasem środków transportowych mieliśmy niewiele. W związku z tym żołnierze musieli maszerować pieszo, a często wyciągać z zasp nie tylko ugrzęzłe działa, lecz nawet samochody i zaprzęgi konne. Ludzie marzli, rozcierali uszy by uchronić je przed odmrożeniem, ale humoru nie tracili.

 

 Od lewej: gen. Stanisław Popławski, płk Wsiewołod Strażewski (zdjęcia późniejsze),
gen. Wojciech Bewziuk

 

Mimo tych trudności utrzymywano wysokie tempo marszu, tak że już 22 stycznia 7. pułk piechoty 3. Dywizji dotarł do Włocławka, jako pierwsza od ponad pięciu lat jednostka WP, która wkroczyła na Kujawy (w mieście pułk napotkał niespodziewany opór niemiecki i musiał stoczyć zaciętą walkę).
Osięciny znalazły się na trasie przegrupowania słynnej 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, której dowództwo tworzyli wówczas: gen. bryg. Wojciech Bewziuk (dowódca), płk J. Szczutko (zastępca dowódcy ds. liniowych) i płk O. Steca (szef sztabu dywizji). Dywizja maszerowała trasą Huta Kaliska - majątek Rzęgocin -- Marysin - Skibice - Sokołowo - Kąkowa Wola - Osięciny. Trasa marszu była bardzo uciążliwa, drogi głównie gruntowe, oblodzone; zdarzały się liczne wypadki pozostawania żołnierzy w tyle. O przemarszu dywizji tak pisał biograf 1. Armii WP, Jan Gerhard:
3 pułk Archipowicza maszerował wzdłuż Wisły i zatrzymywał się na odpoczynek kolejno w Czamowie, Lipnicach, Budach Siesierskich, Kobylej Łące, Sławęcinie, Knurku, Golach, Prośnie, Osięcinach. Było zimno. Mróz tak pożądany przy forsowaniu Wisły teraz dobrze dawał się we znaki.
2 pułk Siennickiego szedł przez Czarnków, Koscieszów, Sewerynów, po czym wkroczył na Kujawy. Żołnierze mijali Zagajew[ice], Lekarzew[ice], Parchany [Parchanie].Pod Inowrocławiem sypnęła im w oczy gwałtowna śnieżyca. Borykali się z nią, w dodatku szosa była śliska od gołoledzi i trudno było utrzymać równowagę. Mieli już przecież w nogach trzecią setkę kilometrów.
(…) Chorąży Stefan Łatek, dowódca plutonu w 7 kompanii 2 pułku, zmagał się z gwałtownymi uderzeniami wiatru na wyślizganej szosie w pobliżu Inowrocławia. Sam już nie wiedział, ile setek czy tysięcy kilometrów miał w nogach od początku tej wojny, gdy wywędrował ze swego Rohatyna. Nie liczył kilometrów. Lubił natomiast przewidywać, ile miesięcy, tygodni i dni dzieli ich od końca wojny. Uważał, ze już niewiele i to dodawało mu sił w tym ciężkim marszu.
- Obywatelu chorąży! - usłyszał za plecami glos szeregowca Stefańskiego.
- 0 co chodzi? - zapytał, nie odwracając głowy.
- Niech obywatel chorąży nie podnosi tak nóg. To męczące i człowiek się ślizga. Trzeba raczej sunąć stopami, oszczędzać sobie wysiłku.
- Jajko nie powinno uczyć kury. – powiedział Łatek.
Z trudem wydobywał glos z ust ściśniętych mrozem. Jego brwi, rzęsy, policzki były całkowicie oszronione.
(…) Od czasu do czasu spotykali grupy jeńców niemieckich, którzy w ochronie przed mrozem nogi i głowy owinęli sobie jakimiś szmatami. Wlekli się na wschód zgarbieni, dygocący z zimna, z wyrazem strachu i tępego przygnębienia w oczach.
Na wschód ciągnęły tez gromady mieszkańców wracających do swoich domów. Rozmowy z nimi ujawniały geografię wojny, wskazywały na to, jak daleko sięga już wyzwolenie. Byli to pierwsi wywiezieni przymusowo na roboty przez Niemców. Napływali z Poznańskiego. Opowiadali o panicznej ucieczce nieprzyjaciela, o strachu, jaki ogarnął administrację w miejscach, gdzie byli, policję, szturmówki SA i niemieckich osadników, którzy przejęli w posiadanie polskie gospodarstwa. Mówili tez o egzekucjach przeprowadzanych przez hitlerowców, o grozie i niepewności ostatnich chwil przed wyzwoleniem.

 Warto skorygować, że w rzeczywistości większość z tych powracających na wschód stanowili jednak Polacy przymusowo ewakuowani ze swoich miejscowości w ostatnich dniach przed wyzwoleniem.
Mimo trudnych warunków marszu, już 23 stycznia w Osięcinach pojawili się pierwsi „kościuszkowcy” – pododdział rozpoznawczy i grupa kwatermistrzowska dywizji. Reszta dywizji wieczorem 24 stycznia ześrodkowała się w rejonie Osięciny - Redecz Krukowy. W Osięcinach zainstalował się sztab dywizji, przy czym gen. Bewziuk stanął na kwaterze w domu przy ul. Parkowej (obecnie Narutowicza). Kolejne pułki dywizji zatrzymały się w rejonie Osięcin na jednodniowy odpoczynek:
- 1. pułk piechoty [pp] (dowódca płk Bazyli Maksymczuk) ugrupowal się w dniu 24 stycznia w rejonie Redecz Krukowy – Borucinek – Osłonki,
- 2. pp (dowódca płk dypl. Wiktor Sienicki) ześrodkował się w rejonie Wola Skarbkowa – Zagajewice – Lekarzewice,
- 3. pp (dowódca płk Aleksander Archipowicz) około godziny 2050 dnia 24 stycznia rozlokował się w miasteczku Osięciny.

 Dyslokacja oddziałów 1 Dywizji Piechoty 25 stycznia 1945 r.

 

Od lewej: ppłk B. Maksymczuk, płk W. Sienicki, płk A. Archipowicz

 

Jakże odmiennie prezentowało się Wojsko Polskie od poprzedzających je jednostek sowieckich! Czerwonoarmiści, ubrani w kożuchy i walonki, w uszatych baranich czapkach, świetnie uzbrojeni w bron maszynową, poruszali się prawie wyłącznie samochodami. Co prawda wszystkie samochody były oznakowanie białymi gwiazdami oraz napisami USA, co żołnierze tłumaczyli, jako „Ubijom Sukinsyna Adolfa", jednak wyposażenie było ogólnie znakomite. Tymczasem 24 stycznia, wieczorem, drogą gruntową od strony Borucinka, w śnieżycy, ale ze śpiewem „O mój rozmarynie…” wkraczali do Osięcin pieszo żołnierze polscy w polowych rogatywkach, sukiennych szynelach, uzbrojeni w zwykle karabiny… Żołnierzy zakwaterowano we wszystkich możliwych miejscach: w domach prywatnych, w Domu Ludowym, a nawet w różnych stodołach. Pisał Jan Gerhard:
W Osięcinach porucznik Alfred Sofka obchodził kwatery swojej 4 kompanii.
- Jak tam? Cieplej wam teraz? - zwrócił się do sierżanta Mościckiego, którego pluton ulokował się w stodole jednego z domów.
- Melduję, ze cieplej, ...telu ...niku!
(…) Sierżancie - powiedział Sofka - proszę uważać, aby nikt się nie szwendał. Niech odpoczywają. Diabli wiedzą, kiedy będziemy mieli następną okazję. Dobrze?
- Tak jest, ...telu ...niku.
- Macie się przy czym osuszyć?
- Tak jest. Porozwieszaliśmy, co się dało w kuchni. Gospodyni rozpaliła ogień.

 Żołnierze odpoczywali przez cały dzień i noc 25 stycznia, a rankiem następnego dnia podjęli dalszy marsz w kierunku Inowrocławia i Bydgoszczy. Na tym jednak nie zakończył się przemarsz wojsk przez Osięciny i okolice, tym intensywniejszy, że dowództwo 1. Armii i jej siły główne były w dniu 24 stycznia rozmieszczone w rejonie Brześcia Kujawskiego. W ślad za 1. Dywizją posuwały się trasą Gostynin - Kowal - Brześć Kujawski - Służewo jednostki 4. Dywizji Piechoty pod dowództwem gen. bryg. Boleslawa Kieniewicza, w składzie: .
- 10. pp, dowódca ppłk Wincenty Potapowicz,
- 11. pp, dowódca płk Kondratowicz,
- 12. pp, dowódca płk Warionczyk.
Jako ostatnia ze składu armii przesunęła się szosą Brześć - Radziejów 2. Dywizja Piechoty pod dowództwem płk J. Rotkiewicza, która po zajęciu Warszawy pozostała tam przez kilka dni do pełnienia służby garnizonowej i dopiero 31 stycznia przeszła przez Płowce w kierunku Inowrocławia.

 

 Odpoczynek żołnierzy polskich w marszu na Bydgoszcz

 

Za jednostkami Wojska Polskiego przechodziły dalsze oddziały Armii Radzieckiej, jednostki zaplecza i zaopatrzenia, znacznie już gorzej wyposażone, w większości poruszające się pieszo lub konno, a nawet z psami pociągowymi. Trwało to wiele dni. Później już tylko przeciągały przez Osięciny kolumny zaopatrzenia i cysterny z paliwem, które czasami zatrzymywały się na odpoczynek, a czasem przejeżdżały tylko przez miasteczko. Było ich jednak coraz mniej. Za to wielokrotnie nad miasteczkiem, ze wschodu na zachód, przelatywały wielkie zgrupowania bombowców z czerwonymi gwiazdami. Znad swoich celów powracały one jednak innymi trasami.

Na Berlin!

W końcu w Osięcinach pozostał tylko starszy Iejtnant – komendant wojenny z dwoma pomocnikami. Pełnili oni rolę służby bezpieczeństwa w miasteczku i okolicy, początkowo wobec braku polskiej milicji, a potem jako jej nadzór.

 

Pierwsze dni niepodległości

Wciąż jeszcze przemieszczały się przez Osięciny różne jednostki wojskowe, a już pojawiły się wywieszki z napisanymi na maszynie zarządzeniami porządkowymi miejscowych władz, najpierw z podpisem kierownika szkoły Walentego Olszewskiego, a na początku lutego już z podpisem wójta Andrzeja Kiermasza.
Utworzono Milicję Obywatelską. Pierwszym jej komendantem został sierż. rez. Stanisław Opłat, a funkcjonariuszami byli m.in. Jan Chenc, Józef Gębicki, Józef Hoziak, Feliks Lewandowski, Franciszek Kaczmarek, Stanisław Szlędak, Jerzy Krakowiecki i Stanisław Domański. Kontrolę nad działalnością milicji sprawował komendant wojenny. Łatwo dostępnej poniemieckiej broni było dużo, a więc pierwszym zadaniem milicji było zapobieganie rabunkom i napadom. Mimo to przestępstw było dużo. Rozkradzione zostało przez ludność całe mienie znajdujące się w koszarach Arbeitsdienstu i w mieszkaniach poniemieckich, powyrywano nawet ze ścian przewody elektryczne, instalacje wodne itp. Doszczętnie zostały obrabowane wszystkie dwory ziemiańskie, łącznie z bibliotekami, meblami, instrumentami muzycznymi i pozostałym dobytkiem. Niemcy, którzy nie zdążyli ewakuować się przed nadejściem frontu, zostali internowani i osadzeni w obozie przejściowym w dawnych koszarach pierwszego oddziału Arbeitsdienstu. Komendantem tego obozu został plut. rez. Maćkowiak, jego pomocnikiem był kpr. rez. Szafranski, a nadzorcą przy wszystkich pracach wykonywanych przez Niemców – p. Jałoszyński. W ciągu 1945 r. internowanych przeniesiono, a obóz został zlikwidowany.
Od razu po zakończeniu okupacji przeprowadzono pobór do wojska. Niektórzy z wcielonych wówczas poborowych (m.in. Stanisław Jarmuż, Stanisław Jóźwiak czy Czesław Wojtasik) zdążyli jeszcze wziąć udział w kampanii wojennej na wiosnę 1945 r.
Reaktywowała działalność Straż Pożarna, której komendantem został p. Franciszek Kulpa. Po okupantach pozostało trochę sprzętu pożarniczego, hełmów i kombinezonów. Przedwojenni strażacy wydobyli z ukrycia skrzętnie przechowywane kaski i mundury, stąd też na wszystkich miejscowych uroczystościach straż prezentowała się bardzo dobrze.

Parada Straży Pożarnej w Osięcinach – maj 1945 r.

W dniu 19 lutego rozpoczęła działalność szkoła powszechna. Na podwórzu szkolnym górowała ogromna sterta papierów pozostałych po dawnym niemieckim urzędzie gminy. Szkolę wyposażono w ogromne składane stoły i ławy przejęte z koszar Arbeitsdienstu, kilka tablic i trochę innego sprzętu. Kadrę pedagogiczną utworzyli nauczyciele, którzy szczęśliwie przetrwali okupację w Osięcinach: panie Kabatowa, Lamparska, Bronisławska, Lewandowska oraz p. Walenty Olszewski (kierownik szkoły), Saturnin Lamparski i Józef Kowalski. Dzieci objętych obowiązkiem szkolnym było bardzo wiele – pięć lat praktycznej przerwy w nauczaniu doprowadziło do znacznych opóźnień. W kwietniu 1945 r. z najstarszej młodzieży utworzono męską 17. Drużynę Harcerską.

Najstarsza klasa szkoły powszechnej w Osięcinach – 1945 r.

 

W lutym odprawiono w miejscowym kościele pierwsze po pięciu latach przerwy prawdziwe nabożeństwo. Mszę celebrował gościnnie ksiądz z sąsiedztwa. To ogromne wzruszenie, spontaniczne "Boże coś Polskę..." połączone ze łzami radości na zawsze pozostaną w pamięci mieszkańców Osięcin. Pod koniec marca obowiązki proboszcza objął ks. Józef Stańczak. Uroczystości Świąt Wielkanocnych odbyły się już normalnie w kościele parafialnym, a rezurekcja była wyjątkowo „ostrzelana" – wszelkiej broni było wówczas pod dostatkiem…
Życie w Osięcinach z każdym dniem normalizowało się. Zarząd nad fundacją Skarbków przejęło wojsko, a w obrabowanym pałacu często odbywały się młodzieżowe potańcówki. Baraki koszarowe Arbeitsdienstu stopniowo rozbierano i sprzedawano. Niektóre przeniesiono do miasteczka (remiza strażacka, biblioteka), a domki oficerskie zostały zasiedlone przez miejscowych mieszkańców. Uruchomiona została piekarnia Jarzyńskiego i parę sklepów. Nie było w miasteczku stałego lekarza. W pewnych okresach obowiązki te na krotko pełnili różni przyjezdni (m.in. p. Mgeładze), ale nikt nie pozostawał na dłużej. Dopiero w późniejszym okresie osiadł tu na stale kpt. dr Janisławski.
Zaczęły powstawać zalążki partii politycznych: PPR (Wincenty Cybulski), PPS (p. Jezierski), PSL (?) oraz organizacji młodzieżowych: bardzo aktywnej ZWM, TUR (Zygmunt Jędrzejewski). Wojna jeszcze się toczyła, zapowiadano znaczne zmiany polityczne, trwała intensywna działalność agitacyjna. Wiece z różnych okazji w Domu Ludowym z udziałem przyjezdnych oficjeli odbywały się niemal codziennie. Nie brakowało okazji do uroczystości państwowych: (1 Maja, 3 Maja). Obchodzono je bardzo uroczyście, zwykle z udziałem wszystkich organizacji w okazjonalnej mszy świętej, z okolicznościową akademią, składaniem wieńców i salwą honorową na cmentarzu nad grobami poległych oraz defiladą organizacji przed trybuną honorową na rynku.
Te pierwsze dni wolności zamykają się datą 9 maja 1945 r. i radosnymi uroczystościami z okazji kapitulacji Niemiec. W dziejach Osięcin zaczynała się nowa epoka.

Wybrane źródła

Bergschicker Heinz, Der Zweite Weltkrieg, Berlin 1962
Dolata Bolesław, Wyzwolenie Polski 1944 –1945, Warszawa 1966
Jasiński Antoni, Przełamanie Wału Pomorskiego, „Wojskowy Przegląd Historyczny” nr 1/1956
Kubiak Władysław, 35 lat temu w styczniu, „Kujawy” nr 3(606) z 16 stycznia 1980 r.
Popławski Stanisław, Towarzysze frontowych dróg, Warszawa 1964
Gerhard Jan, Zwycięstwo, Warszawa 1970
Litwiak Michał, Dziesięć ognistych dni, Warszawa 1970
Kałłaur Mikołaj, 3. Berliński, Warszawa 1978
Paczkowski Stefan, Kształtowanie się władzy ludowej w powiecie nieszawskim w latach 1945--1948, „Zapiski Kujawsko-Dobrzyńskie” t. 7(1990)
Przymanowski Janusz, Tarcza i miecz, Warszawa 1980
Sobczak Kazimierz (red.), Encyklopedia Drugiej Wojny Światowej, Warszawa 1975
Urbanowicz Józef (red.), Mała Encyklopedia Wojskowa, Warszawa 1967

   ©2005 Urząd Gminy Osięciny